Bobby McFerrina z nowym projektem wystąpił w stolicy
Wpisany przez Zbigniew Piotr Kotarba    środa, 27 listopada 2019 12:10    PDF Drukuj Email

W Arenie Ursynów Bobby McFerrin wystąpił w towarzystwie znakomitego tria muzycznego, w składzie którego znaleźli się pianista i akordeonista Gil Goldstein, perkusista Louis Cato i basista Jeff Carney. To był jedyny w Polsce koncert znakomitego wokalisty z nowym, autorskim projektem.



Każdy z koncertów Bobby McFerrina to niezwykła podróż w świat malowany dźwiękami. To nie tylko popisy wokalne wspomnianego, ale też towarzyszących mu muzyków. A tych zawsze wybiera sobie znakomitych. Nie inaczej było na jedynym, warszawskim koncercie, na którym usłyszeliśmy piosenki z niezwykłego, autorskiego projektu.

Co do towarzyszących mu muzyków to należy wspomnieć, że wszyscy spotkali się z Bobby McFerrinem kilka lat temu podczas nagrania płyty i towarzyszącej temu wydarzeniu trasy koncertowej Spirit You All”.



alt


Gil Goldstein to wielokrotny zdobywca nagród Grammy, pianista, akordeonista, twórca muzyki filmowej, który na swym koncie ma współpracę m.in. z Patem Metheny, Billym Cobhamem, Ray’em Baretto czy orkiestrą Gila Evansa. Aranżował muzykę m.in. dla Milesa Davisa, Quincy Jonesa, Stinga, Michaela Breckera, Chrisa Bottiego, Davida Sanborna, Ala Jarreau czy The Manhattan Transfer. W Polsce znany z tras z Pathem Metheny, prowadzenia Sinfonii Varsovii podczas koncertu Marcus+, czy udziału w Ferrin+.

Louis Cato to przede wszystkim utalentowany perkusista, basista oraz wokalista. Grał z takimi gwiazdami jazzu jak Marcus Miller, John Scofield, David Sanborn, czy George Duke oraz z gwiazdami pop, m.in. Beyonce, Mariah Carey i John Legend. Na co dzień wraz z Jon Batiste and Stay Human gra w popularnym telewizyjnym programie “The Late Show with Stephen Colbert”.


alt


Wreszcie trzeci z muzyków, Jeff Carney, to znakomity basista, który współpracował takimi gwiazdami, jak: Stan Getz, Art Farmer, John Abercrombie, Dewey Redman, Bobby Hutcherson, Joe Henderson, Woody Shaw, Freddie Hubbard, Sting, James Taylor, Billy Joel, Elton John czy Barbara Streisand. Na co dzień występuje jako główny basista w The New York Pops Orchestra w słynnej Carnegie Hall. muzyk sesyjny można go usłyszeć na wielu soundtrackach m.in. do filmów Julie & Julia, The Producers czy Shaft 2.

Wymienieni muzycy byli dodatkiem czy raczej tłem (oczywiście nie umniejszając im znaczenia) dla gwiazdy - Bobby McFerrina. A ten to znakomity wokalista, legitymujący się cztero-oktawową skalą głosu i szerokim zakresem technik wokalnych. To ostatni prawdziwy człowiek renesansu w świecie muzyki, który nie boi się łączyć własnych pomysłów z jazzem, folkiem i muzyką świata – chóralną, a’cappella i klasyczną.

Warto wspomnieć, że wywodzi się z muzycznej rodziny. Kształcił swoje umiejętności w grze na klarnecie i fortepianie. Jeszcze w szkole średniej założył kwartet o nazwie „Bobby Mack” i odbył tournee po USA jako akompaniator łyżwiarskiej rewii Ice Follies. Po powrocie dostał pracę jako pianista w lokalnym barze. Wtedy właśnie zrozumiał, że kariera instrumentalisty nie jest mu pisana.


alt


W 1978 roku zaczął śpiewać w zespole Astral Project w Nowym Orleanie. Później współpracował z pionierem wokalnego jazzu – Jonem Hendriksem, a także poznał swoją menadżerkę i producentkę Lindę Goldstein. Bobby intensywnie pracował nad własnym stylem. Ćwiczył głos, aby móc zastępować nim różne instrumenty muzyczne. Występował na wielu festiwalach i koncertach. W 1982 roku ukazał się debiutancki album artysty, zatytułowany „Bobby McFerrin”. Rok później wyjechał koncertować w Europie. Nagrania z tej trasy zostały wydane na płycie „The Voice” w 1984 roku. Album okazał się przełomem w karierze artysty i pokazał światu, czego może on dokonać na scenie bez pomocy instrumentów.

Wracając do warszawskiego koncertu trzeba wspomnieć, że był niezwykły. Choć wokalnie poprawny, to jednak było słychać, że od lat stan jego zdrowia jest daleki od doskonałości (wiek też robi swoje). Ale ta niezwykłość to: po pierwsze kameralność, bez szczególnych i niepotrzebnych muzycznych udziwnień; po wtóre ukazał szerokie spektrum i barwy, jakie niosą ze sobą dźwięki nowych kompozycji; po kolejne dał popis swojej wokalnej wirtuozerii i wreszcie, co było chyba lekkim zaskoczeniem, zaprosił do współpracy publiczność, a przed scenę chętnych i wyłonionych spośród niej wokalistów (jeden z występów jest szczególnie godnym wspomnienia, bo wykonanie „Corcovado” A.C. Jobima w duecie z młodą, nieznaną mi wokalistką, wywołało owację publiczności).


alt


Co do Bobby’ego, to wykonał tylko jeden bis, ale za to jaki? Nie byłby sobą, gdyby nie był to popis a’capella, który sprowokował publiczność do długiej i gorącej owacji.

P.S. Dla mnie to spotkanie na długo zapadnie w pamięć z jeszcze jednego powodu. Po koncercie na krótko mogłem z Bobby McFerrinem porozmawiać, a efektem tej rozmowy był autograf na przywiezionym przeze mnie winylu „Simple Pleasures”.

Dziękuję agencji Good Walk za umożliwienie spotkania z artystami! 

Poprawiony ( niedziela, 15 grudnia 2019 12:18 )