„Historia pewnego parowozu”
Wpisany przez Zbigniew Piotr Kotarba    niedziela, 13 marca 2011 07:41    PDF Drukuj Email

Okazuje się, że Świętokrzyskie i Ziemię Sądecką od lat wiele łączy. Doskonałym tego przykładem jest współpraca Muzeum Wsi Kieleckiej i Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu; w drużynie „Korony Kielce” występują byli piłkarze „Sandecji”Maciej Korzym i Dawid Janczyk; w Teatrze im. S. Żeromskiego pochodzący z Nowego Sącza Michał Wierzyński. A w mieście położonym w widłach Kamienicy Nawojowskiej i Dunajca znajdziemy przedstawicieli Krainy Gór Świętokrzyskich i Ponidzia w osobach m.in. Olka Porzucka (muzyka, rodem z Buska - Zdroju) czy Sławka Sikory (dziennikarza, urodzonego w Skarżysku - Kamiennej). To tylko wybrane przykłady potwierdzające tezę zawartą w pierwszym zdaniu.

Nie to jednak jest tematem tego artykułu, lecz historia pewnego pojazdu szynowego.
Kilka lat temu, podczas zwiedzania Skansenu Taboru Kolejowego w Chabówce koło Nowego Targu, natknąłem się na parowóz, który – jak wynikało z dokumentacji – ciągnął wagony na trasach ze Skarżyska - Kamiennej do Radomia, Końskich, Kielc czy Ostrowca Świętokrzyskiego. Także zupełnie przypadkowo, w moim rodzinnym Nowym Sączu,  znalazłem kolejny taki pojazd. To „tendrzak”, którego historia kilka lat temu opisana została przez mojego kolegę, Piotra Gryźlaka (wówczas dziennikarza „Dziennika Polskiego”, a obecnie miesięcznika „Sądeczanin”).
A może ten tekst przywoła z pamięci Czytelników inne szczegóły dotyczące tej lokomotywy i jej obsługi (maszynisty i palacza). Oczekuję na sygnały w tej sprawie.
TKt48-177, czyli pomnik tradycji kolejarskiej
Stoi przy stacji lokomotywa
Przy dworcu PKP w Nowym Sączu od roku 1987 stoi parowóz o symbolu TKt148-177, który uważany jest za pomnik tradycji kolejarskich w mieście nad Dunajcem i Kamienicą. Został on ustawiony na pamiątkę wjazdu pierwszego pociągu elektrycznego. Przyrdzewiała lokomotywa wymaga odnowienia. Na razie bowiem stanowi wątpliwą ozdobę tego placu.
Ustalenie, kto jest obecnie właścicielem parowozu -pomnika nie jest łatwe. Kiedyś sprawa była prosta: PKP. Teraz po podziale tej firmy na wiele spółek, trudno od razu trafić od osoby, która to wie. Jedno jest pewne: pojazd stoi na gruncie komunalnym. Po wybraniu ok. dziesięciu numerów telefonów, odsyłaniu od Annasza do Kajfasza, ostatecznie naczelnik Sekcji Przewozów Pasażerskich Jan Rakowski skierował nas dyrektora PKP Cargo - Zakładu Taboru Nowy Sącz Marka Jasieniaka.
- Rzeczywiście, ten parowóz nie jest w tej chwili najlepszą wizytówką miasta - mówi Marek Jasieniak. - Sam jestem sądeczaninem i zależy mi na tym, żeby nie mówiono o nas źle. Po zmianach w PKP trudno ustalić, do kogo tak naprawdę należy ten pomnik. Myślałem, że może jest przyporządkowany Skansenowi Taboru Kolejowego w Chabówce, ale nie. Tak czy tak, nim ustalimy właściciela, doszliśmy do porozumienia z Adamem Śledziem - dyrektorem Zakładu Linii Kolejowych w Nowym Sączu, że do Świąt Wielkanocnych pracownicy naszych firm odnowią ten obiekt, żeby nie straszył swoim wyglądem. Będziemy się starali o niego zadbać także w przyszłości.
Tak więc, za kilka tygodni TKt48-177 będzie wyglądał już bardziej okazale. Warto przypomnieć, że kilka lat temu sądecki rzeźbiarz Andrzej Szarek, artysta znany z niekonwencjonalnych dzieł sztuki, miał taka propozycję, żeby tę lokomotywę przerobić na surrealistyczngo... nosorożca. Na pomyśle się jednak skończyło.


alt
Okoliczności powstania pomnika opisał w "Almanachu Sądeckim" (nr4/41/2002) miłośnik i znawca kolejnictwa Leszek Zakrzewski. Parowóz, zwany tendrzakiem, został wyprodukowany w roku 1956 w Fabryce Lokomotyw im. Feliksa Dzierżyńskiego w Chrzanowie. Jeździł kolejno w Bielsku Białej, Skarżysku-Kamiennej, by w roku 1969 trafić do Lokomotywowni w Nowym Sączu. Kursował na trasach: Tarnów - Krynica, Nowy Sącz - Chabówka. Kierowali nim najdłużej maszyniści: Stefan Pawlik, Tadeusz Wańczyk, Ryszard Janisz, Jan Morawski, Jan Wąsowski i Stanisław Wąsowski. Ostatnią podróż maszyna odbyła w maju 1986 r.
"Jako pomnik naprzeciw dworca kolejowego w Nowym Sączu została ustawiona w piątek 4 września 1987 r. W tym celu na trawniku przed budynkiem poczty ułożono przęsło torowe zbudowane z 26 strunobetonowych podkładów typu PS-83/K z zamocowanymi szynami typu S49. Po zdemontowaniu kozła oporowego kończącego tor nr 9 w kilometrze 88,052 połączono z nim przęsło, na którym miał stanąć parowóz z prowizorycznym torem położonym na placu dworcowym. Tor dwoma ciasnymi łukami przeprowadzono przez bramę w starym, nie istniejącym już, murze oddzielającym plac przed ekspedycją kolejową od ulicy. Później okazało się, że jest tam zbyt ciasno i trzeba było dwa razy cofnąć przetaczany parowóz, ale pracownicy pilotujący montaż tego nietypowego pomnika w sprytny sposób, za pomocą koparki, przesunęli tor w świetle bramy, tak aby parowóz się tam zmieścił. Jako popychacza użyto lokomotywy manewrowej SM42. Całość operacji odbywała się już po zmierzchu, aby nie utrudniać ruchu w okolicy dworca" - napisał Leszek Zakrzewski, dodając, że pomnik jest obecnie jednak  własnością skansenu w Chabówce.

Później zamontowano obok lokomotywy tablicę z napisem: "Nowy Sącz 1976-1986. Dla upamiętnienia wjazdy pierwszego pociągu elektrycznego, w 110-lecie wybudowania linii kolejowej Tarnów-Leluchów".
Po ukazaniu się powyższego tekstu, redakcję „DP” odwiedził Tadeusz Kwarta, sądeczanin, emerytowany maszynista, który pracował w PKP ok. 40 lat.
- Z uwagą przeczytałem waszą informację - powiedział Tadeusz Kwarta. - Dobrze, że ktoś się tą sprawą zajął. Ale wiem, że już wcześniej planowano odmalowanie parowozu. Mówił nam o tym dyrektor Marek Jasieniak. My jako emeryci mamy swoje koło, które zrzesza czterdziestu dawnych maszynistów i pomocników. Spotykamy się od czasu do czasu. Stanowimy jedną rodzinę. Chętnie z kolegami pomożemy przy odnawianiu tego pomnika. Możemy pomóc oczyścić i pokryć farbą dolne partie parowozu. Resztę muszą zrobić młodzi ludzie. Kolej, tory, jazda po całym kraju to było nasze życie. Staramy się nie tracić kontaktu z PKP, choć podzieliły się one na wiele zakładów. Jeździłem na różnych lokomotywach. Nie raz kierowałem również tą, która została ustawiona obok dworca. Dlatego darzę ją dużym sentymentem.
Niespodziewanie po publikacjach w „DP” przyszli im w sukurs fachowcy z ZNTK SA, których o pomoc poprosiła wiceprezydent Zofia Pieczkowska. Prezes Zbigniew Konieczek ochoczo zgodził się na wsparcie. Tymczasem nikt nie poinformował o tym fakcie ekipy z PKP Cargo, która już przygotowywała się do roboty. W czwartek, kiedy panowie z ZNTK zdemontowali tabliczki znamionowe TKt148-177, niektórzy myśleli, że to złodzieje złomu zerwali je i zanieśli do punktu skupu. Rozważano nawet możliwość zgłoszenia tego policji. Ostatecznie wczoraj wszystko się wyjaśniło.

alt
- Dokonaliśmy niezbędnych napraw, m.in. lamp, wymieniliśmy zniszczone szyby na takie, które się nie tłuką, wstawiliśmy w kilku miejscach nowe blachy, usuwając skorodowane - powiedział nam wczoraj po południu Stefan Poręba - kierownik Zakładu Naprawy Lokomotyw w ZNTK. - Parowóz został wyczyszczony i pomalowany farbą podkładową. Odrestaurowaliśmy też tabliczki. W poniedziałek będziemy kontynuowali prace. Liczę, że w środę maszyna będzie do odbioru po odnowieniu. Cieszymy się, że mogliśmy coś pożytecznego dla miasta i środowiska kolejarskiego zrobić.
Do pomocy włączyli się też pracownicy zakładów związanych z PKP. Dyrektor Marek Jasieniak, śmiejąc się z zaistniałego nieporozumienia, powiedział nam wczoraj: - Cieszę się, że pracownicy naszych firm wspólnie odnowią ten pomnik. Od przybytku głowa nie boli. Gorzej byłoby, gdyby nikt nie chciał tej pracy wykonać. Razem zawsze jest łatwiej coś zrobić. Ta nasze "emerytowana" lokomotywa połączyła nas kolejarzy i dawnych kolejarzy, bo przecież warto pamiętać, że przez długie lata ZNTK znajdowały się w strukturach PKP.
Po kilku tygodniach zabiegów kosmetycznych lokomotywa, która stoi koło stacji, wygląda jak nowa.

Tekst i foto: Piotr Gryźlak

Poprawiony ( sobota, 08 października 2011 18:44 )