Z wizytą w muzeum Nikifora
Wpisany przez Zbigniew Piotr Kotarba    niedziela, 09 listopada 2014 20:13    PDF Drukuj Email

altBył osobą niezwykłą, która niemal całe swoje życie związała z Sądecczyzną i Krynicą – Zdrój. Malarz samouk, zachwycał fachowców mistrzowską kolorystyką. Jego pracami zachwycali się w okresie dwudziestolecia międzywojennego malarze głównie z kręgu kapistów. Po II wojnie światowej twórczość Nikifora została odkryta na nowo pod koniec lat 50. ubiegłego wieku, za sprawą m.in. wystawy w paryskiej galerii Diny Vierny.

To jeden z ciekawszych obiektów muzealnych na Sądecczyźnie. Mam na myśli muzeum Nikifora w Krynicy – Zdroju. Mieści się niemal w centrum uzdrowiska, w willi „Romanówka”, która wcześniej pełniła funkcję pensjonatu. Sam obiekt stanowi placówkę filialną Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu.
Kim był Nikifor zwany Krynickim? Prawdziwe imię i nazwisko artysty prawdopodobnie brzmiało Epifaniusz Drowniak. Co prawda swoje obrazy podpisywał jako „Nikifor Malarz – Nikifor Artysta" i to właśnie pod tym imieniem zapisał się na zawsze w annałach historii sztuki polskiej i światowej.

alt

Urodził się w 1895 roku i był Łemkiem pochodzącym z Krynicy Wsi. Cierpiał na wrodzoną wadę wymowy, stąd jego kontakt z otoczeniem był nieco ograniczony. Ale swoje emocje wyrażał poprzez sztukę, obrazy, które podziwiać można nie tylko we wspomnianym muzeum, ale też w wielu kolekcjach w kraju i na świecie (także tych prywatnych).
Tworzył nie tyle w pracowni, co na ulicy. Wielu kuracjuszy i turystów odwiedzających to zdrojowisko nad rzeczką Kryniczanką, szczególnie tych starszych, zapewne pamięta ulicznego malarza wędrującego deptakiem z nieodłączną drewnianą walizeczką lub rozkładającego warsztat twórcy w miejscach często odwiedzanych przez bywalców kurortu (ja także pamiętam ten obrazek z dzieciństwa, gdy niemal co tydzień przychodziło mi odwiedzać Krynicę – Zdrój wraz z dziadkami z nieodległego Nowego Sącza). Starał się swoje obrazki sprzedawać i sygnować jako „Pamiątkę z Krynicy”. Jednak niewielu decydowało się na ich zakup (i to wcale nie z uwagi na ich wygórowaną cenę, bowiem Nikifor oferował je za symboliczną złotówkę. Dla przykładu tyle kosztował pyszny „świderek” w sądeckiej piekarni Oracza z ulicy Jagiellońskiej). Ba, niektórzy uważali go za zwykłego żebraka, a obrazki traktowali jak kolorowe, bezwartościowe bazgroły. Na szczęście nie wszyscy.

alt

Jego wrażliwością na barwę, mistrzowską kolorystyką zachwycili się niektórzy profesjonaliści i na twórczość tego samouka spojrzeli bardzo przychylnie. Było to na początku lat 30. poprzedniego stulecia, gdy lwowski malarz Roman Turczyn, pierwszy kolekcjoner dzieł Nikifora, pokazał je na zbiorowej wystawie w Paryżu. Dziełami prymitywisty zachwycali się przede wszystkim malarze z kręgu kapistów, a wśród nich m.in. Jan i Hanna Cybisowie, Zygmunt Waliszewski, Tytus Czyżewski czy wreszcie Artur Nacht.

alt

Jednak twórczość Nikifora wśród szerszego grona odbiorców sztuki nie znalazła uznania.
Po II wojnie światowej jego dzieła odkrywano na nowo za sprawo Eli i Andrzeja Banachów, znawców sztuki z Krakowa. Ich blisko dwudziestoletni mecenat artystyczny sprawił, że twórczość Nikifora jak burza wtargnęła w obieg sztuki nie tylko ogólnopolskiej, ale też światowej. Organizowano wystawy i prezentacje dzieł krynickiego prymitywisty, zarówno indywidualne, jak i zbiorowe. Wśród artystów bardzo chętnie pokazujących swoje dzieła przy okazji prac Nikifora znaleźli się m.in. Jerzy Nowosielski, Tadeusz Brzozowski czy Jan Lebenstein. Przełomowym stał się kwiecień 1959 roku, kiedy to obrazy Nikifora pokazane zostały w Paryżu, w galerii Diny Viery. Później zainteresowały się nimi także inne, niemal na całym świecie.

alt

Co było takiego charakterystycznego w twórczości krynickiego artysty? Przede wszystkim osobiste podejście do „małej ojczyzny”, którą była łemkowszczyzna, z pejzażami kratkowanych lasów, szachownicowych pól, torów czy stacji kolejowych, usytuowanych przy linii kolejowej łączącej Tarnów z Krynicą lub tych w kierunku Lwowa. Prace najczęściej układały się w cykle tematyczne, w których dodatkowo pojawiały się krynickie wille i pensjonaty, cerkwie, kościoły i synagogi, święci czy wreszcie sceny wojskowe. Na szczególną uwagę zasługują również autoportrety, w których przedstawiał się nie jako artysta malarz, ale zawsze jako ktoś inny.
Nikifor malował szkolnymi akwarelami i kredkami, bo nie stać go było na zakup dobrych farb, pędzli czy ołówków. Malował na papierze lub tym, co miał pod ręką: kawałkach makulatury, w starych zeszytach szkolnych, na drukach sądowych, kalce technicznej, papierze pakowym, tekturze czy nawet pudełkach po papierosach. Najpierw był szkic w ołówku, potem nakładał farbę i dzieło sygnował swoim imieniem (na odwrocie przystawiał specjalną pieczęć, których miał w swoich zbiorach kilkanaście). W sumie szacuje się, że Nikifor był autorem kilkudziesięciu tysięcy prac, z których niestety większość uległa zniszczeniu. Malował do swoich ostatnich dni, a zmarł 10. października 1968 roku w Foluszu koło Jasła (jego grób znajduje się na krynickim cmentarzu). Co ciekawe, po jego śmierci wzrosło zainteresowanie artystą i jego twórczością, czego dowodem są publikacje, filmy (dokumentalne i fabularny) oraz wiersze.
Muzeum Nikifora prezentuje nie tylko twórczość artysty (siłą rzeczy jest to tylko skromna namiastka tego, co stworzone zostało jego ręką przez ponad 60 lat), ale też rzeczy osobiste i eksponaty charakterystyczne dla okresu, w którym przyszło mu egzystować. Są także plakaty zapowiadające wystawy dzieł Jana Nikifora oraz spora kolekcja zdjęć artysty z różnego okresu życia.

alt

Tekst powstał na podstawie źródeł autorstwa Zbigniewa Wolanina z Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu.

Poprawiony ( czwartek, 13 listopada 2014 20:53 )