Retro Skibniew zaprasza na kuchnię staropolską czyli miejsce, które przypomina nam nasze dzieciństwo...
Wpisany przez Zbigniew Piotr Kotarba    czwartek, 08 grudnia 2011 19:17    PDF Drukuj Email

Skibniew to miejscowość położona nieopodal Sokołowa Podlaskiego. Wydawać by się mogło, że jest to wieś jakich wiele w Polsce. Szaro, brudno i ponuro. Ale nie w przypadku tej miejscowości. Oprócz tego, że we wsi znajduje się zabytkowy, drewniany kościół pw. św. Wojciecha szczególnie godnym polecenia jest otwarty pięć lat temu kompleks gastronomiczno-rekreacyjno-hotelowy RETRO SKIBNIEW.


- Retro Skibniew jest to najpiękniejszy ośrodek hotelowo-gastronomiczny w okolicy – mówi właścicielka, pani Małgorzata Zaranek. – To ośrodek z duszą, któremu poświęciłam się zupełnie. Prowadzę go od pięciu lat. W Skibniewie mieszkam od dwudziestu lat. Kiedyś, na miejscu obecnego ośrodka, znajdowały się budynki miejscowej Gminnej Spółdzielni, była też piekarnia, gdzie wypiekano chleb i bułeczki. Zaczęła ona upadać. Po wielu latach przypomniałam sobie smak chleba i bułek z tej piekarni, z różnych przepisów. Także bardzo dobry chleb wypiekała moja babcia, która już nie żyje. Zawsze w dzieży, pod pierzyną – gdyż dawniej na wsi, aby ciasto dobrze wyrosło, przykrywano je pierzyną. Gdy odpowiednio wyrósł i po upieczeniu, taki ciepły chlebek, polany mlekiem i posypany cukrem, podany dziecku z miasta był czymś niezwykłym. Babcia pozostawiła mi mnóstwo przepisów, a bardzo dobrze też gotowała. Teraz i moje dzieci mogą go skosztować, bo my też tu wypiekamy chleb, pieczemy księżyce Twardowskiego, dla wioski tematycznej dla dzieci „Szlakiem Pana Twardowskiego”. Wszystkie przepisy, z których tutaj korzystamy, to przepisy mojej babci i prababci. Moja mama także dobrze gotuje i wymagała ode mnie, abym ja pomagała w przygotowaniu potraw, za co ja jej teraz jestem wdzięczna, bo to od niej nauczyłam się robić pierogi, kartacze i inne potrawy. Pozostały smaki i przepisy, chciałam je jakoś wykorzystać. Zostało miejsce, do którego czułam jakiś sentyment. Może nie wszyscy mieszkańcy powiatu wiedzą, że na terenie geesu, w budynku obecnej recepcji hotelowej, był dawniej lokal, który nazywał się „Pod Trupkiem”. Dlatego „Pod Trupkiem”, że naprzeciwko znajduje się cmentarz. Ta restauracja była bardzo popularna w latach osiemdziesiątych, a co ciekawe – były tam dwie sale restauracyjne. Jedna nazywała się „Niebo”, druga zaś „Piekło”. W „Niebie” bawili się wszyscy ówcześni dygnitarze, a w „Piekle” – pospólstwo. I chociaż minęło już ponad dwadzieścia lat, wiele starszych osób pytało mnie, czy Retro mieści się „Pod Trupkiem”. Nawet po tylu latach nazwa tego miejsca pozostała w ludzkiej pamięci.

alt


Chociaż wykształcenie mam ekonomiczne, bardzo lubię gotować i się na tym znam. Nie jest problemem dla mnie wejść do kuchni i coś ugotować. Potrafiłam nawet z niewielu składników zrobić coś i goście zawsze chwalili, że jest pyszne i to mnie przekonało, że powinnam się poświęcić kuchni. Gdy wróciłam z zagranicy, gdzie zarobiłam trochę pieniędzy, zainwestowałam je w budynki pogeesowskie, żeby nie popadły w ruinę. Bolało mnie bowiem to, że nikt ich nie zagospodarowuje. Z sentymentu do miejsca, gdyż pamiętam jak koleżanki babcia pracowała w piekarni i zawsze nas na te ciepłe bułeczki wołała. A ponieważ miejsca takiego z tradycjami w okolicy nie ma, zajęłam się gastronomią. Z biciem serca otworzyliśmy w 2007 roku na Wielkanoc część restauracyjną. Krążyły już po okolicy o nas plotki, że budujemy taki obiekt, do którego nie można będzie wejść w zwykłym ubraniu jak ludzie na wsi chodzą, tylko w garniturach. Przed świętami testowaliśmy nasze przepisy metodą prób i błędów, lecz w pierwszy dzień świąt przyszło – ku mojemu zaskoczeniu – tyle osób jak na rezurekcję do księdza. Ludzie czekali w kolejce, żeby wejść do restauracji, żeby posiedzieć. Dostawialiśmy stoliki, krzesła, mieliśmy lata świetności. Gdy zaczęliśmy budować salę weselną, to dziwiłam się, bo podpisywaliśmy umowy na jej wynajem, choć nawet nie wiedziano, jak ta sala będzie wyglądać. Po prosu ludzie zaufali mi po tym, co zobaczyli w restauracji. I to przekonało mnie, że nadal powinnam inwestować i rozwijać swoją działalność gastronomiczną. Może wielu zaskoczyłam, że jest to restauracja w starym stylu, gdyż obecnie wszyscy robią pałacowo i błyszcząco. Uważam, że nie ma sensu upiększać tego, co jest przypisane do tradycji i do tego miejsca. Jeżeli jest to restauracja na wsi i mamy przepisy wiejskie od babci, to i lokal powinien być odpowiednio dostosowany. Nigdy się nie wstydziłam tego, że jestem ze wsi, że tu mieszkam – wprost przeciwnie. Ja się tym szczycę. Dlatego przygotowaliśmy dla naszych klientów kuchnię staropolską. Ludzie, którzy do nas przyjeżdżają, cieszą się, gdy widzą, że jadło jest podane w jakimś gliniaku, że część potraw można zjeść drewnianą łyżką.

alt

 – Dla nas gość jest osobą najważniejszą, staramy się mu stworzyć taką atmosferę, żeby poczuł się swobodnie, zrzucił z siebie swoje robocze ubranie, którym często jest garnitur – opowiada menedżer ośrodka, pani Katarzyna Węgrzyn. – Stąd więc nasza staropolska oferta wiejska. Zbliżają się święta Bożego Narodzenia, przygotowaliśmy z tej okazji wiele atrakcji dla naszych gości, między innym i proponujemy wigilie firmowe, święta rodzinne, sylwestra. Główną atrakcją jest prosię pieczone przy naszych gościach, a także inne potrawy, które przy nich przygotowujemy: przekrój mięs na płonącej patelni – typowo polskiej, bo będzie na niej karkówka, tzw. świeżonka, będą skrzydełka, wątróbka, ponadto przygotujemy bigos, z którego słyniemy – z płonącą niecką, na której podawane są kiełbaski i kaszanka – jest to wszystko podawane ze staropolską oprawą: kelnerzy są ubrani w staropolskie stroje, potrawy wnoszą przy przygaszonym świetle, tę płonącą niecę wyłożymy tradycyjną, piękną haftowaną serwetą, oprócz tego są frykasy staropolskie. Są one podpalane i podawane z pachnącym bigosem na przybranym po staropolsku stole.

alt

 – Nowością są też marynaty: marchewka, cebula, papryka, brokuł, kalafior, pomidory – praktycznie wszystkie warzywa w marynacie – dodaje pani Małgosia. – U nas gospodynie serwują głównie sałatki z ogórka zielonego, z pomidora zielonego, ewentualnie jakieś grzybki czy gruszki, lecz nie marynują takich typowych warzyw, które używamy na co dzień. A one świetnie nadają się na przystawki i pięknie wyglądają jako dodatki do potraw, bo są kolorowe. Marynujemy je w słoikach, oznaczając je specjalnie przez nas wykonanymi etykietami ze staropolskim wierszykiem, serwujemy też różne nalewki własnej roboty. Kolejnym naszym pomysłem jest wykonanie specjalnej piwniczki z przeznaczeniem na przechowywanie w niej marynat, nalewek, win, mięs zalewanych tłuszczem, słoninki marynowanej, słoninki wędzonej. Ma to być piwnica-spiżarnia, jak u babci.

alt

 – Obowiązkowo na każdej imprezie jako przystawka na stole znajduje się swojski smalczyk, ogórki kiszone i swojski chleb – uzupełnia pani Kasia. – Jest to po prostu tradycja, podstawa. To główna przekąska, podawana na „dzień dobry”. Jedną z przystawek jest pasztet swojski. Nasz smalec jest przygotowywany z jabłkiem na taką ilość gości, aby został skonsumowany, stąd jest zawsze świeży. Taki smalec nie może zbyt długo stać, jest on unikatowy i przepyszny, o zupełnie innym w smaku niż wyrabiany w dużych ilościach.

alt

 – Podajemy także podpiwek, szukamy też firm, które sprzedają piwa warzone na staropolskiej recepturze, ot chociażby Maćkowe, jakieś smakowe, miodowe – opowiada właścicielka kompleksu gastronomicznego. – Sprowadzamy chyba jako jedyni w okolicy lemoniady wykonane na staropolskiej recepturze, z cytryną i starodawną, czerwoną oranżadę, która jest kapslowana w butelce z kapslem z gumeczką. Słyniemy też z jagnięciny, naszą specjalnością są też potrawy z dziczyzny. Ostatnio przyrządzaliśmy zapiekaną w chlebie swojskim sarninę. Była po prostu przepyszna! Przyrządzaliśmy także i dzika w chlebie, specjalnie dla niemieckiej delegacji goszczącej u nas. Gdy dostałam tego dzika, cała noc się zastanawiałam, jak go przyrządzić i podać, aby zaskoczyć gości. Ale mamy taż i jadło rycerskie, takie jak podwiązkę rycerską, jadło Krzyżaka, damy dworu, kociołek staropolski. Przyrządzenie kociołka staropolskiego polega na tym, że żeberka muszą leżeć dobę w odpowiedni ej marynacie staropolskiej. Nie dodajemy do niej żadnych fixów, żeby szybciej się zamarynowało, bo dbamy o jakość potraw. Dodatkami muszą być zioła, zioła i jeszcze raz zioła.

alt

Retro Skibniew to jednak nie tylko kuchnia staropolska. Coś miłego dla siebie znajdą tu także najmłodsi. W ofercie do zwiedzenia jest wioska turystyczno-tematyczna „Szlakiem Pana Twardowskiego”. Cieszyła się ona dużym powodzeniem wśród najmłodszych w minionym sezonie. Wioska Twardowskiego jest połączona z historią lustra Twardowskiego w Węgrowie. Grupa dzieci może pojechać zobaczyć do Węgrowa lustro, następnie dzieci wracają do Skibniewa, gdzie wita ich Pan Twardowski i diabeł, bo diabeł pełni przecież główną rolę. Potem dzieci oglądają dwudziestominutową inscenizację interaktywną o Panu Twardowskim. Później dzieci wraz z opiekunami wyrabiają wspólnie ciasto na księżyce Twardowskiego, czyli tradycyjne rogale. Jest to wspaniała propozycja dla najmłodszych, przygotowana przez właścicieli ośrodka.

alt

10 grudnia odbędzie się już trzecia edycja Gali Szyku i Smaku, na której zostanie oddana gościom do użytku ruska bania, dzięki współpracy nawiązanej ze Stołecznym Biurem Turystyki Warsaw Convention Bureau, którego dyrektorem jest pani Barbara Tekieli, skibniewski obiekt zakwalifikował się do obsługi noclegów EURO 2012.

alt


 – A ponieważ Polacy znaleźli się w grupie z Rosją – my się z tego bardzo cieszymy – bo zaplanowaliśmy otwarcie ruskiej bani, która nie jest dostępna dla gości w obrębie 100 km – mówi pani Małgosia. – Najbliższa jest w Hajnówce. Ta bania jest jakby połączona z naszym basenikiem, gdyż za hotelem latem jest otwierany minikompleks rekreacyjny. Jest basenik, są leżaczki, można się więc poopalać i odpocząć w hamaku. Banię otwieramy dlatego, że jest zdrowa, można też zorganizować w niej spotkanie biznesowe, gdyż zmieści się w niej osiem – dziesięć osób. Tak jak u Rosjan, nie zabraknie te w bani miejsca rekreacyjnego, zwanego priedbannikiem. Znajdzie się w nim stół, gdzie będzie można spróbować kresowej kiełbaski, wypić kremlowską herbatę zaparzoną w rosyjskim samowarze, podawaną z miodami, ziołami, gdyż będziemy sprowadzać ją z Rosji. Wielu biznesmenów szuka takiego miejsca, gdzie można swobodnie porozmawiać o interesach, które byłoby zamknięte, bez dostępu osób postronnych. W bani będzie zamontowany specjalny piec sprowadzony z zagranicy. Ponadto już wiosną ruszy Beauty&Spa pod nazwą „Dotyk Anioła”. Będzie to część rekreacyjno-upiększająca. Na dwustu metrach kwadratowych przewidzieliśmy zabiegi typowo kosmetyczne: usługi upiększające, poprzez masaże, peelingi rybkami, będą też konsultacje medyczne. Mamy w naszej ofercie specjalne karty vipowskie, które służą nie tylko do wstępu na organizowane imprezy, ale dają 20% rabat na cały kompleks naszych usług. Bo oprócz oferty gastronomicznej Retro posiada pięćdziesiąt miejsc noclegowych. Do dyspozycji gości jest szesnaście pokoi, można rzec – apartamentów. Każdy w innym wystroju, z łazienką, telewizorem i dostępem do Internetu, jest apartament z jacuzzi. Organizowaliśmy w nim pokazy kąpieli piwnych. Sprowadzamy odpowiednie piwo, wyprodukowane w Polsce, którego pięć litrów wlewany do wanny, w której temperatura wody sięga około 60 stopni, hydromasaż z piwem pobudza i rozgrzewa nasze ciało. Można się zrelaksować, gdyż w trakcie woda zmienia barwę w siedmiu kolorach. Pokoje u nas można zarezerwować też i na wieczór panieński czy kawalerski. Do dyspozycji gości jest duża, przestronna sala konferencyjno-szkoleniowa z pełnym nagłośnieniem audiowizualnym.

alt

 – Przygotowaliśmy naszym gościom także ofertę noworoczną – opowiada menedżerka kompleksu gastronomiczno-hotelowego. – Będzie kulig – oczywiście, jeżeli dopisze śnieg. Gdy nie będzie śniegu, zorganizujemy przejażdżkę bryczką. W trakcie oczywiście jest przewidziane ognisko, grzaniec z akordeonem. Będzie możliwość skorzystania z ruskiej bani, chcemy także wykorzystać nasz basen, aby zorganizować zimą kąpiel dla „morsów”. Nasza oferta jest kompleksowa i jesteśmy przygotowani nawet na niecodzienne propozycje.
W ciągu roku organizowane są także inne imprezy, takie jak święta rodzinne w Retro, kuligi, choinki, Mmikołaj. W zeszłym roku zorganizowaliśmy „Majówkę rycerską”, również imprezę nieco odmienną od reszty, która cieszy się dużym powodzeniem. Dzięki współpracy z zaprzyjaźnioną stadniną koni nosimy się z zamiarem wprowadzenia do naszej oferty szlaku konnego, dzięki czemu nasi goście będą mogli spędzić kilka godzin w siodle.
Wkrótce na stronie internetowej www.retro-skibniew.com właściciele zamieszczą harmonogram imprez. Będzie można dowiedzieć się, jakie atrakcje przewidziano dla gości chcących spędzić czas w miłej atmosferze i przy dobrej staropolskiej kuchni. Osobiście skorzystałem z gościnności gospodarzy i przekonałem się, że w Retro Skibniew panuje wyjątkowa atmosfera, obsługa jest bardzo miła, a kuchnia – po prostu palce lizać! Kulinarna poezja! Najlepsze jedzenie w okolicy conajmniej stu kilometrów! Wszystkim serdecznie polecam i zachęcam do odwiedzenia tego niezwykłego miejsca i gościnnych gospodarzy.

Tekst: Krzysztof Czarnecki (Gazeta Sokołowska)

Zdjęcia: Katarzyna Węgrzyn

Poprawiony ( poniedziałek, 09 stycznia 2012 09:22 )